sobota, 28 stycznia 2017

Recenzja The Evil Within


Producent: Tango Gameworks
Wydawca: Bethesda Softworks/Cenega
Data premiery: 14 października 2014
Czas gry: około 33 godzin
Platformy: PC, PS3, PS4, X360, XONE

The Evil Within zainteresowałam się tuż po obejrzeniu materiałów promocyjnych. Zarówno zwiastun, opis fabuły, jak i udostępnione grafiki wywarły duże wrażenie, zapowiadając mroczny i dynamiczny survival horror, który pochłonie mnie na długie godziny. Nie bez znaczenia był także fakt, że tytuł firmuje Shinji Mikami – jeden z kluczowych twórców mojego ulubionego gatunku gier. Niestety tuż po premierze zaczęły pojawiać się głosy, że tytuł ma sporo wad i wcale nie jest tak fantastyczny jak wydawało się na początku. Takie opinie w połączeniu z wysoką ceną sprawiły, że zrezygnowałam z szybkiego poznania produkcji studia Tango Gameworks. Temat The Evil Within powrócił dopiero ponad dwa lata później i tym razem postanowiłam rozprawić się z grą, wyrabiając własne zdanie na jej temat.

Na brak ikonografii grozy nie można narzekać.
 
W zasadzie już pierwsze minuty rozgrywki wrzucają odbiorcę w sam środek wydarzeń, ponieważ historia rozpoczyna się od wezwania policji do szpitala psychiatrycznego, w którym dokonano brutalnych morderstw. Zgłoszenie odbiera zespół dowodzony przez Sebastiana Castellanosa, będącego oczywiście głównym protagonistą. Po dotarciu na miejsce, okazuje się, że w zakładzie doszło do prawdziwej masakry. Detektywi znajdują kilkanaście ciał tuż przy wejściu, a wszechobecne ślady krwi wskazują na dramatyczny przebieg wydarzeń. W tym momencie byłam przekonana, że po takim wstępie będę musiała przeszukiwać mroczny budynek, w którym gdzieś czai się morderca oraz walczyć z nadciągającymi potworami. Jednak intuicja mnie zawiodła, ponieważ twórcy postanowili zaskoczyć gracza nagłą zmianą scenerii i trudnym do wyjaśnienia przeniesieniem bohatera do zupełnie innej lokacji. Niestety nie jest to jednorazowy zabieg, bo nie zliczę ile razy w ciągu rozgrywki Castellanos niespodziewanie ląduje w zupełnie nieznanym otoczeniu.

Trudno doszukać się logiki w nieustannie 
zmieniającym się otoczeniu.

Początkowo trudno w ogóle doszukiwać się jakiegokolwiek wyjaśnienia anomalii w postaci pojawiających się lub znikających budynków czy nader częstych utrat przytomności bohatera. Wszystko otoczone zostało aurą halucynacji, przywidzeń oraz tajemnych sił zdających się sprawować kontrolę nad miastem i nie narzekałabym na taką interpretację, gdyby fabuła była bardziej spójna. Jednakże zamiast w miarę logicznego prowadzenia wątków, dostałam poszatkowaną, zdecydowanie zbyt udziwnioną opowieść, w której przez długi czas absolutnie nie wiadomo, o co chodzi. Domyślam się, że wszelkie niedopowiedzenia czy nagłe zwroty akcji miały skłaniać gracza do snucia własnych tez i motywować do uczestniczenia w historii, ale wydaje mi się, że scenarzyści po prostu przedobrzyli. Po pewnym czasie czułam się zmęczona i znużona kolejnymi zmianami, dlatego przestałam mocno koncentrować się na warstwie fabularnej, ograniczając się do brnięcia naprzód i eliminowania przeciwników. Aby poznać w miarę logiczne wyjaśnienie wątków, trzeba zagrać również w dodatki, w których użytkownik towarzyszy młodej, niedoświadczonej jeszcze policjantce Julii Kidman. Sam pomysł na zaangażowanie kolejnej postaci uważam za świetny, ale nie powinno być tak, że ukończenie podstawowej wersji gry, pozostawia odbiorcę bez sensownego wyjaśnienia historii.

W grze pojawia się również wątek makabrycznych 
eksperymentów naukowych.

Jak na razie głównie narzekam na The Evil Within, ale muszę przyznać, że spędziłam w grze 33 godziny, więc czas na wypunktowanie jej mocnych stron. Dynamiczna, angażująca rozgrywka to największy atut tej produkcji. Wielokrotnie miałam ochotę ominąć przerywniki fabularne, żeby nie słuchać o kolejnych nonsensownych wytłumaczeniach i dziwacznych zwrotach akcji, ale sama eksploracja wirtualnego świata dała mi wiele frajdy. Początkowo tryb walki oraz sterowanie bohaterem do złudzenia przypominają rozwiązania zastosowane w Resident Evil 4. Nawet wygląd antagonistów jest wyraźnie wzorowany na zombiakach atakujących hiszpańskie wioski. Nie przeszkadzały mi te podobieństwa, ale wiem, że wiele osób narzeka na zbyt oczywistą inspirację, więc to kwestia indywidualnego podejścia. Doceniam rosnący poziom trudności, dzięki czemu nie miałam wrażenia, że mój bohater jest nieśmiertelnym herosem gotowym poradzić sobie z każdym zagrożeniem. Oczywiście liczba upadków, potrąceń i przyjętych ciosów jest imponująca, ale nie pozostają one obojętne dla zdrowia Castellanosa. Dodatkowo każda potyczka z bardziej wymagającymi przeciwnikami zmuszała mnie do podjęcia co najmniej kilku prób, więc miałam poczucie, że na zwycięstwo muszę zapracować. Podobała mi się także pomysłowość twórców, którzy zadbali o to, by napotkani wrogowie odznaczali się wieloma różnymi umiejętnościami oraz przerażali samym swoim wyglądem. W grze pojawiają się m.in. olbrzymi gotowi jednym ruchem ręki zmiażdżyć bohatera, potwory atakujące piłą mechaniczną, kobiety przypominające mordercze japońskie duchy czy też bestie o fizjonomii przerośniętych, zmutowanych wilków.

Przeciwniczka przypominająca demoniczną kobietę znaną z 
japońskiej mitologii.

Pomimo tego The Evil Within nie należy do grona najbardziej przerażających gier ostatnich lat. Teoretycznie twórcy pomyśleli o wszystkim – mamy bohatera dotkniętego rodzinną tragedią, motyw szaleństwa i sprawowania kontroli nad ludzkimi umysłami, mroczne lokacje, hordy potworów, a także nawiązania do klasycznych tytułów grozy. Początkowo pojawia się także typowa dla survival horrorów trudność w znajdowaniu broni i potrzebnej do niej amunicji. Jednak dość szybko w rozgrywce dominują elementy akcji, które w moim odczuciu spychają na dalszy plan to, co w growych horrorach lubię najbardziej, czyli atmosferę nieznanego zagrożenia, tajemnicę do odkrycia oraz spotkania z wszelkiego rodzaju duchami i zjawami. Narzekałam wcześniej na miałkość fabuły i konieczność poznania dodatków, żeby zyskać szerszy ogląd na wszystkie wątki, ale pomijając tę kwestię, bonusowe treści uatrakcyjniają rozgrywkę. Podobała mi się możliwość spojrzenia na wypadki okiem Julii Kidman, która jako protagonistka z niejasną przeszłością wypada ciekawiej niż Sebastian Castellanos. Ponadto sterowanie tą postacią znacząco różni się od kierowania detektywem, ponieważ Kidman rzadko kiedy zyskuje dostęp do broni palnej, co zmusza gracza do korzystania z kryjówek, skradania się i unikania wrogów lub w sytuacjach awaryjnych, walki za pomocą narzędzi znajdujących się akurat pod ręką. W trzecim dodatku zatytułowanym The Executioner użytkownik ma szansę wejść w skórę jednego z potworów i zmierzyć się z pozostałymi bestiami, co również uważam za ciekawy pomysł.
 
Scen gore nie brakuje również w dodatkowych misjach.

Zastanawiając się nad tym, komu mogłabym polecić produkcję studia Tango Gameworks, doszłam do wniosku, że miłośnicy dynamicznej rozgrywki z elementami grozy chyba najlepiej odnajdą się w tym szalonym świecie, w którym tak naprawdę nie istotne jest to skąd wzięły się potwory, kim jest główny antagonista i do jakiego końca zmierza cała historia. Jeśli o mnie chodzi, nie żałuję, że zapoznałam się z The Evil Within, ale oczekiwałam od gry więcej grozy oraz bardziej sensownej fabuły. 

Ocena: 6 / 10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz